Mam pięcioletnią córeczkę, (w kwietniu skończy sześć),która chodzi do przedszkola. w styczniu jest pod obserwacją specjalisty, który stwierdzi czy moje dziecko spełnia dane kryteria, aby pójść od września do pierwszej klasy. czytając te kryteria, wiem że opinia będzie pozytywna-Kasia umie czytać,rozumie czytany tekst, pisze, liczy,mówi pełnymi zdaniami bez problemów logopedycznych, więc edukacyjnie jest przygotowana aby iść do pierwszej klasy.ALE emocjonalnie nie jest na to gotowa. Kasia jest drobniutka,nie wyobrażam sobie żeby dźwigała plecak, tym bardziej ,ze do szkoły jest daleko, a po za tym jak sześciolatek miałby wysiedzieć w ławce 45min, to jeszcze malutkie dziecko,które owszem jest bystre ,ale uczy się przez zabawę.W pierwszej klasie dzici też niby uczą sie przez zabawę,ale w ławkach i to już nie jest przedszkole. Wiem, że ostateczna decyzja należy do mnie ,czy od września Kasia pójdzie do sześciolatków czy już do pierwszej klasy. Mam z tym dylemat chociaż ostateczną decyzję mam podjąć maj\czerwiec. Na dzisiejszy dzień uważam ,że jest to skrócenie dzieciństwa.
W tym roku decyzję podejmują rodzice,a potem będzie obowiązkiem wysłać dziecko sześcioletnie do szkoły. Myślę ,że wymyślił to ktoś kto nie ma doczynienia z dziećmi. A co wy o tym sądzicie?
Pozdrawiam wszystkie mamy;)