Dzis dowiedziałam się od lekarza prowadzącego moją Mamę w szpitalu,że ma nowotwór złośliwy prawego płuca i zostało nam maksymalnie pół roku....wiem tylko ja i mój "mąż"-Mama pewnie dowie sie w poniedziałek po konsultacji onkologa(o której jeszcze nie wie)nie mam pojęcia jak powiedzieć to Tacie....czekam do poniedziałku.........nie wiem jak mam to dusić w sobie i poradzić sobie-rodzice są mi bardzo bliscy bo jestem jedynaczką i poza nimi moim Rafałem i córeczkami oraz teściami nie mam nikogo............już teraz myślę jak mam ten czas spędzić z Mamą,jak zająć się pózniej Tatą??jak będę patrzyć na Nią i odliczać czas i myśleć czy ten czas aby nie nadszedł..........trzymam się tzn staram się ale Ola coś chyba przeczuwa chodzi za mną i sie pyta czy jestem smutna..........
Boję się-tak właśnie się czuję,chciałabym,żeby Mama się nie dowiedziała co jej jest a zwłaszcza,żeby nie odebrano jej nadziei jak jej to powiedzą lekarze............dałam do zrozumienia pani doktor prowadzącej,żeby jak się da to nie informować Mamy do końca w całej sytuacji-bo się może załamać a ona na to,że w szpitalu jest pomoc psychologa............szok!!!!!!!!!!!!!!nie mogę dłużej pisać bo..........poprostu jestem bezradna.........
Słowa kluczowe (do wyszukiwania)
- Załączniki:
-
-
▶ Odpowiedz na to