trochę ponad tydzień temu dopadła nas grypa żołądkowa.Najpierw teściowa,potem za pare dni ja i córka,potem tesciu a na końcu mój partner.Mnie i Milenę złapało w sobotę,i o północy pojechaliśmy na pogotowie,bo ja już nie miałam siły do niczego tak mnie męczyło,Milenka przechodziła to łagodniej ale nie chciałam żeby się meczyła.Na pogotowiu przyjął nas lekarz,w już podeszłym wieku,mi przepisał leki a Milenę skierował do szpitala(choć moim zdaniem nie było takiej potrzeby).Wiec poszliśmy z tym skierowaniem na oddział a pani doktor na oddziale mówi żeby zostawić dziecko samo.Wiec ja mówię,że ona ma 14 m-cy i jeszcze jest na piersi.Pani doktor naskoczyła na mnie,że gdzie takie duże dziecko zeby na piersi było,czy ja jestem normalna itd,i ze rozpuściłam dziecko,bo w szpitalu samo nie zostanie.A mnie z córką nie może zostawić bo skoro ja też jestem chora to jeszcze innych pozarażam.I że skoro się nie zgadzam na zostawienie dziecka to muszę oswiadczenie podpisać,ale w razie czego gdyby z dzieckiem na drugi dzień było gorzej to do szpitala tylko prywatnie mozemy się zgłosić.poprosiłam panią doktor zeby przepisała małej coś na wymioty i biegunkę a ta mi mówi ze takim dzieciom sie nic nie podaje tylko środki nawadniające.i w szpitalu to tylko kroplówkę nawadniającą by dostała.Więc wróciłam z dzieckiem bez żadnych leków dla niej,podałam jej to co mi lekarz zapisał:hydroxyzinum i smecte i jeszcze taki srodek nawadniający,na drugi dzień dziecko było zdrowe.Uważam że to co się dzieje w służbie zdrowia to zgroza.A zapomniałam jeszcze dodać ze ten stary lekarz wyskoczył do mnie z takim hasłem "pewnie się starych jaj nachlaliście to rzygacie" i to jest lekarz??????
Słowa kluczowe (do wyszukiwania)
-
▶ Odpowiedz na to